Fajnie Koledzy, że szybko doszło do ugody. Bo już myślałem o poście pojednawczym. Ale Wasz poziom mnie wyręczył (tzn. świetnie się dogadaliście).
Polecam w tym temacie metodę ABCD. Kiedyś usłyszałem ją od Briana Tracy na jakimś MP3.
Metoda ABCD mówi, że są:
A – rzeczy, które musisz zrobić (np. zapłacić ZUS, hehehehe)
B – rzeczy, które powinieneś zrobić (np. zadzwonić do klienta)
C – rzeczy, które miło byłoby zrobić, ale nie mają one żadnych konsekwencji, jeśli je olejesz (spotkanie towarzysko - biznesowe z koleżanką)
D – elementy, które zlecisz komuś innemu - koniecznie! (np. przygotowanie logotypu do nowego serwisu)
Ustalając plan dnia czy tygodnia oznaczasz planowane zadania jako A, B, C lub D. I
bezwzględnie się tego trzymasz! Jeśli nie zrobiłeś danego dnia zadań oznaczonych jako A, nie przechodzisz do zadań typu B itd.
Sam staram się trzymać tej metody. Co prawda nie podpisuję zadań w terminarzu literkami ABCD, ale zawsze jakoś je oznaczam (wykrzyknik, WIELKIE litery, inny kolor itp.). Osobiście uważam, że planowanie:
- każdego tygodnia (np. w niedzielę wieczorem)
- każdego dnia (wieczorem dnia poprzedniego)
z oznaczaniem zadań do wykonania metodą ABCD sprawi, że wydajnie spędzimy niemal każdą chwilę każdego dnia.
Mi idzie to coraz lepiej
