Akurat większość zdjęć robię w świetle dziennym, sztucznego nie lubię, lampy nie cierpię pasjami.
W makro w małpie brakuje mi właśnie czegoś, co by imitowało duży otwór przesłony, buuuu; tak mam plan pierwszy, a drugi to takie "niewiadomoco"
Kurz faktycznie jest problemem, musze za każdym razem wszystko czyścić, choć parę godzin minęło, a i tak na fotach wychodzi
Czy da się coś jeszcze z małpy wycisnąć? Ratuję się kompozycją, kolorystyką, podbijam osobiście to, czego aparat nie może, a co będzie widoczne.
Fajny pomysł dla profesjonalisty - spróbować z małpą.
Tak na marginesie, to zdjęcia smeną wspominam lepiej niż te zenitem. Potem miałam cudną coshinę, która mi brat zgubił - ten aparat to było objawienie! No a teraz mam małpę

Jak pomyślę o tych godzinach w ciemni, koreksach itd, to aż mi szkoda...